|
Ostatnie wpisy
|
piątek, 05 listopada 2010
Za oknem deszcz i wiatr. Jesień to chyba najgorsza z pór roku. Nawet fakt,że urodziłam się w tym jakże "pięknym" okresie roku, nie powoduje,że darzę ten czas sympatią. Siedzenie w domu przed komputerem, obleganie stron internetowych czyt. facebook, nk,youtube i wiele innych to chyba zajęcie większości z nas o tej porze roku. Nie potrafię się zmotywować do działania i zacząć robić coś konstruktywnego. Poszłoby się na basen lub fitness,bo kilogramy zgubione w wakacje niestety powoli wracają,ale taka pogoda,że nic tylko siedzieć całymi dniami w ciepłym łóżku (najlepiej z ukochanym u boku:) Praca licencjacka sama się nie napisze,a książki wypożyczone w bibliotece w zeszłym tygodniu same się nie przeczytają. I cóż ja mam zrobić,żeby się wreszcie ogarnąć? Trochę to ni z gruchy ni pietruchy,ale muszę się podzielić swoją radością. Jeszcze 1,5 tygodnia i moja Miłość (bo tak ten stan i mojego kochanego już chyba mogę nazwać) będzie przy mnie. Związek na odległość to wiele wyrzeczeń, kompromisów i ciągła tęsknota za tą drugą osobą...Rozstania po wspólnie spędzonych tygodniach,gdzie 24h/7 wszędzie razem, są straszne. Poprzedni związek początkowo był na odległość,ale nigdy nie zdarzyło mi się płakać,gdy odjeżdżał. W tym wypadku,gdy nadchodzi dzień wyjazdu, rozłąki, nie potrafię opanować łez.To musi coś znaczyć,ale jeszcze nie wiem co...Pomimo tylu wyrzeczeń i trudności (bo nie jest łatwo przywyczaić się do tego,że nie mogę Go mieć na codzień) nie żałuję, wręcz przeciwnie. Jestem bardzo szczęśliwa. On sprawia,że kiedy tylko go widzę nie potrafię przestać się uśmiechać. Nie chcę wybiegać za bardzo w przyszłość,ale marzy mi się,ale to był TEN jedyny. Moja druga połówka pomarańczy :) Żeby to stwierdzić potrzeba jeszcze czasu,ale mam nadzieję,że wkrótce to poczuję.
pozdrawiam ciepło w ten chłodny i deszczowy dzień :)
czwartek, 07 października 2010
Pobyt siostry w szpitalu pozwolił mi coś dostrzec. Mianowicie chodząc do niej w odwiedziny zrozumiałam na czym polega prawdziwa miłość matki do dziecka. Te wszystkie mamy przesiadujące ze swoimi pociechami w szpitalu całe doby.Drzemające na krzesłach przy łóżku.W takich momentach widać jak matka kocha swoje dziecko i jak bardzo potrafi się dla niego poświęcić. Szkoda,że nie wszystkie mamy potrafią tak kochać...widząc problem potrafią zostawić dziecko w szpitalu lub domu dziecka i juz nie wrócić...to smutne,ale prawdziwe. Trzymajmy kciuki za wszystkie młode mamy,które dopiero zaczynają uczyć się matczynej miłości :) powodzenia
To jednak nie zmienia faktu,że nienawidzę szpitali. Brrrrrr...
Jeszcze trochę i będzie przy mnie. Jak ja za Nim tęsknie ;( Jak przyjedzie to już go nie wypuszczę! :* nigdy!
sobota, 02 października 2010
Nie sądziłam,że tu wrócę.Zdążyłam już zapomnieć,że mam jeszcze bloga.A wszystko dzięki znajomej :) dziwnie czyta się stare notki i przypomina to,co było kiedyś,a nie zawsze było dobrze.Ba!Po tym,co pisałam i przeczytałam dziś mogę stwierdzić,że było źle.Czułam się jakbym użyła wehikułu czasu i cofnęła się w przeszłość.Te chwile zapisane tu zdążyłam już zapomnieć. Jednak teraz już dość pieprzenia o niczym i użalania się nad sobą.Od tamtego czasu tj. lutego zmieniło się bardzo wiele.Ja się zmieniłam.Mogę powiedzieć,że praktycznie moje życie odmieniło się o 180 stopni.Decyzja zakończenia związku była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu :) Byłam szczęśliwą singielką przez pół roku...jak ten czas zleciał.Piszę byłam,bo teraz jestem szczęśliwą dziewczyną w związku ze świetnym facetem:) i oby żyli długo i szczęśliwie :) heh Jak na razie nie będę od razu wszystkiego zdradzać. To,co się ze mną działo przez te pół roku będę zdradzała fragmentarycznie ;) do miłego.
wtorek, 23 lutego 2010
Minęły prawie 3 tygodnie od ostatniej notki. Może to mało,ale za to ile zmian dokonało się w moim życiu...Podjęłam decyzję i od tygodnia jestem singlem :) I powiem wam,że mi z tym dobrze. Ba! Nawet bardzo dobrze. Tak jak H.mówiła "wyszalej się", więc szaleję. Impreza goni imprezę, a miłych niespodzianek nie ma końca. Ciągle mam gości, tu w Bdg. Przez ostatni tydzień, ani dnia nie byłam sama. Stale ktoś mnie wspiera i chyba dzięki temu tak nie przeżywam tego rozstania. W ogóle nie żałuję tej decyzji. Myślałam,że będzie gorzej,ale nie jest. Poszukuje współlokatorki na pokój. Większość rzeczy z J.już mamy ustalone.On prawdopodobnie się wyprowadzi z Bdg. W końcu nic go już tu nie trzyma. Dopiero teraz żyję pełnią życia. Czuję,że nareszcie swobodnie oddycham, przeżywam życie :) Nie wiem dlaczego przez te 2 lata tak się nie czułam...Jednak muszę stwierdzić,że teraz jest mi dobrze:)
Co do pana Gitarki to nie spodziewałam się,że sytuacja obierze taki kierunek. Chociaż mi to odpowiada.Nawet Bardzo :D Wspólne walentynki-zupełnie spontanicznie wyszło. No i od tego się zaczęło...Nie minął tydzień, a on przyjeżdża w odwiedziny do Bdg. Kompletne zaskoczenie i kolejna spontaniczna decyzja :D Oj było zajebiście! Wino, filmy i śmiechu co niemiara. Już nie pamiętam kiedy ostatnio tak się śmiałam :) Słodziak z niego...teraz nasze rozmowy na gg wyglądają zupełnie inaczej...chociaż ja nie oczekuję i nie chcę jak na razie kolejnego związku...muszę odpocząć.Jednak flirtu i wspólnie spędzonego czasu nie zabraniam :P jest to nawet wskazane,a jak coś będzie na rzeczy to wtedy się pomyśli...pośpiech to najgorszy doradca.Nic na siłę.Zdaje się na przeznaczenie. To na tyle. Resztę odczuć i wspomnień zachowam dla siebie.A jest co wspominać... ^^
sobota, 06 lutego 2010
No i mam ferie po męczącej sesji. Powinnam się cieszyć jednak jest wręcz odwrotnie. Nuda mnie zjada od środka. Chodzę zdenerwowana na wszystko i na wszystkich. Ile można sprzątać z nudów?! Jakby tego było mało nachodzą mnie niedobre myśli. Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad opuszczeniem przystani i wypłynięciem w samotny, singielski rejs. Nie wiem czy to dobrzy pomysł. Kolejny raz,kolejny rok się nad tym zastanawiam, ale nigdy nie podejmuję konkretnej decyzji. Może czas to zrobić...W ogóle za nim nie tęsknię, a on tak, i to bardzo :/ Po rozmowie z B. zaczęłam się zastanawiać czy, aby przypadkiem nie popełniłam błędu już na początku, decydując się na stały związek...B.powiedział bardzo mądre zdanie:"jak się kogoś kocha, to szczęście tej osoby jest ważniejsze niż Twoje własne".Jednak ja przy nim tak nie uważam i nie czuję.Najgorszym problemem jest chyba fakt,że już mieszkamy razem.Teraz tego żałuję...jeśli powiem dość,trzeba będzie zmienić mieszkanie, zmienić całe swoje życie. Strasznie się tego boję, ale może to jest wyjście, może to mnie uleczy i oswobodzi. Sam Bóg jeden wie, co byłoby najlepsze, dlatego dał nam wolną wolę,abyśmy sami wybierali. To jest o wiele trudniejsze.
No i jeszcze jest pan Gitara...nie mogę o nim zapomnieć.Tak strasznie wyładniał, jest taki przystojnyyyy! ^^ I wcale mi nie przeszkadza,że jest między nami prawie 7 lat różnicy.Wspólny wypad na sanki chyba popsuł wszystko...mało pisze od tego czasu i jakoś tak inaczej jest...Mam nadzieję,że jakoś poskładam to swoje nędzne życie i podejmę jakieś konkretne decyzje. Przyszły tydzień zapowiada się obiecująco ^^ jak H.powiedziała:"Musisz się wyszaleć!" I tak zrobię!Oby wszystko się udało...muszę też popracować nad Gitarką :D może... ^^
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Porażka.Miało być jak nigdy wyszło jak zawsze. Miały być super prezenty dla wszystkich z rodziny.Miałam takie plany,ale brak kasy ;/ eh...znów muszę ograniczać środki pomimo,że chciałabym kupić coś super...trochę boli no ,ale cóż takie życie. Moje pierwsze postanowienie noworoczne:znaleźć pracę ! studia studiami i kit,że mam naukowe,ale kasa by się przydała... A tak właściwie to nie czuje w ogóle świąt.Kojarzą mi się tylko ze zmuszaniem do przesadnych porządków i kolejkami w sklepach.
Wesołych Świąt :)
piątek, 04 grudnia 2009
Nie znoszę dorosłości! Wszystko kręci się wokół kasy;/ jako dziecko tego nie dostrzegałam i było mi z tym dobrze. Teraz sama zarządzam pieniędzmi i nie powiem,że jest łatwo. Właściwie pieniądz decyduje o naszym życiu, o tym jak ono będzie wyglądało. To smutne,ale prawdziwe. Muszę/chcę iść do pracy,ale jakoś nie mogę się za to zabrać. Dużo mówie mało robię. To moja pięta Achillesowa. Lenistwo to mój największy grzech, który tępie i nie mogę wytępić.
Jutro ekonomia...nawet studia kręcą się wokół kasy i zarządzania nią. Podobno w Bdg uczelnie płatne mają wyższy poziom niż państwowe. Ci sami wykładowcy na uczelni prywatnej prowadzą zajęcia na wyższym poziomie. Trochę to przykre, ale teraz widać,że forsa jest nr 1 do osiągnięcia wielu rzeczy.
Moje marzenie: Chcę mieć dużo pieniędzy!Żebym nie musiała sobie,aż tylu rzeczy odmawiać...i kupiłabym mamie wycieczkę, a tacie bilet na wypasiony mecz piłkarski :D
czwartek, 12 listopada 2009
Nie wiem, co się ze mną dzieje. Ostatnie dni pełne negatywnych emocji, aż tu nagle dziś jest zupełnie odwrotnie. Ciągle się śmieję i słucham starych polskich przebojów. Nie wiem czy to zasługa prezentu jaki dostałam od J.czy też zawsze zacieszonego W. Ciekawi was co dostałam, co? ^^ A...dostałam najkochańszego psiaka- maskotkę na świecie :D Na cześć leniwego i ciągle głodnego psa W. nazwałam go Rambuś xD Jest boski, kremowy, duży i taaaaki mięciutki <3 O takim marzyłam rok temu. W ogóle nie wiem czemu, ale cały dzień śpiewam piosenkę "Byłaś serca biciem" i nawet zaraziłam tym swoją współlokatorkę :P Dzień jak najbardziej pozytywny i zakręcony (bez W.tak by śmiesznie nie było).
Zupełnie z innej beczki...horoskop BARWY KOBIECOŚCI tak mnie opisuje: Jej żywiołem jest woda , lecz w odróżnieniu od innych znaków z tego trygonu, ta woda jest rozgrzanym, egzotycznym oceanem pokrytym taflą lśniącego lodu.Potrzebuje mężczyzny, który dotrzyma jej kroku. To uczuciowa partnerka, jednak ma skłonność do zaborczości. Jest genialną kochanką, chyba najbardziej wysublimowaną i erotyczną w zodiaku. To także niesamowicie zajmująca towarzyszka rozmów.Jej najsilniejszą bronią jest tajemniczość. Ta kobieta potrafi w tej samej minucie jednym słowem czy gestem zaprowadzić mężczyznę do bram raju, a za moment strącić go w samo piekło niepewności i rozpaczy. Skorpion zawsze daje i bierze wszystko albo nic.
cała ja :D
zapytam jak Danuta Rinn... Gdzie Ci mężczyźni ?
poniedziałek, 26 października 2009
Czy zrobienie raz na ruski rok obiadu dla faceta musi oznaczać, że mam w tym jakiś interes? On bynajmniej tak twierdzi. Chciałam być miła po paru tygodniach kłótni i ciągłych pretensji. Czuję się niedoceniona pomimo, że zabrał mnie w zamian na lody. Jednak nie chodziło mi o 'Ty mi obiad to ja Tobie lody'. Zamiast tych lodów wolałabym usłyszeć miłe podziękowanie i pochwalenie, a nie tekst w stylu: "Te pieczarki są chyba za twarde". Dla kogoś kto nie jadł nigdy pieczarek w śmietanie może i są. Tak to jest gotować dla kogoś ograniczonego kulinarnie...Starasz się i siedzisz w kuchni, a dla niego kotlet będzie kotletem choćby był w śmietanie czy kawiorze. Czuje się ograniczona. Chciałabym, aby związek się rozwijał. Wspólne pasje, pomysły, szaleństwa. W tym wypadku od momentu "upolowania " nie dzieje się NIC. Rutyna, rutyna i jeszcze raz rutyna. Może to po części moja wina, ale ja potrzebuję bodźca by się rozwijać. A z jego strony tego bodźca nie ma. Tylko obietnice, że to się zmieni i wyznania w stylu KOCHAM CIĘ. Dla mnie to słowo stało się zwykłe, wytarte,zużyte. Słowa są, ale ja chce poczuć tą miłość do cholery! Po dwóch latach bycia z kimś zaczęłam tęsknić do bycia singlem...Od paru dni dręczy mnie chęć poznania kogoś nowego ( "świeże mięso" xD ).Bez nowych znajomości, nowych doświadczeń usycham...Tylko gdzie szukać...żeby nie było,że zdradzam czy coś. Nic z tych rzeczy. Wkrótce parapetówka, więc może wtedy coś się zmieni.
wtorek, 20 października 2009
Minął kolejny dzień mojej jesiennej "deprechy". Jedyną pozytywną rzeczą były dziś zajęcia na basenie. Teraz przynajmniej mam świadomość, że robię coś pożytecznego dla swojego organizmu. Zamiast wcinać chipsy i ciastka z czekoladą, siedząc przed tv, "wylewam" ostatnie poty na basenie :P Jednak wbrew pozorom kocham sport i aktywność ruchową, tylko jakoś ostatnio nie miałam okazji się wykazać. Poza tym miłym akcentem dzień mogę zaliczyć do udanych w 40%. Z Nim dzisiaj było jeszcze gorzej niż wczoraj. Poważna kłótnia...dlatego śpię dziś SAMA (nareszcie!) na łóżku polowym (dzięki Ci Ewelino). Marzę o wyrwaniu się z miasta. Daleko, zdala od społeczeństwa. Tylko ja i ...JA. PMS w moim wydaniu jest jak wojna w Iraku, wciąż trwa. Ze 150 objawów wypisanych w internecie ja mam chyba z 200 :P I na dodatek słucham teraz Michaela Boltona.Teraz należy czekać jedynie na upragnione babskie dni i tak do następnego miesiąca. Kończę moje pisanie o niczym i idę spać, bo nie wstanę jutro na moje "ulubione"zajęcia z angielskiego. Tak w ogóle to nie wiem po, co one są skoro zamiast zrobić jakiś postęp cofnęłam się do czasów gimnazjum...
Dobranoc. Michael Bolton - Said I loved you but I lied |